Polska / Śląskie

Szyndzielnia – Bielsko-Biała

W styczniu byliśmy pod Dębowcem, sprawdziliśmy w długi weekend majowy jak wygląda Szyndzielnia późną wiosną. Niestety wiosna jeszcze nie dotarła, jest bardzo chłodno a w zasadzie nawet zimno. Deszcz cały czas pada, wykorzystujemy chwilę i puszczamy drona licząc się z tym że już nie wróci.

Wchodzimy na Szyndzielnię z zamiarem spaleniem jak najwięcej kalorii. Zabieramy ze sobą kijki, które mocno pomagają przy śliskich kamieniach. Zostawiamy samochód na parkingu, opłata za cały dzień to 15 zł. Parking świeci pustkami 1 maja, pogoda wszystkich musiała odstraszyć.

Zaczynamy wspinaczkę czerwonym szlakiem koło kolejki linowej na Szyndzielnię. Wagoniki zjeżdżają i wjeżdżają prawie puste. Niektóre zabierają amatorów rowerowego szaleństwa. Okazuje się że sporo jest tras dla rowerów crossowych. Częściej w taką pogodę można spotkać osoby na rowerze niż turystów.
Koszt wjazdu kolejką gondolową w jedną stronę to 22 zł a w obie strony 30 zł przy bilecie normalnym. Bilet ulgowy kosztuje 17 zł i 22 zł w obie strony.

Żółte wagoniki widać z daleka mimo że mgła jest duża. Pamiętamy jak jeszcze w latach 90-tych kolejka była wyposażona w zwykłe wagoniki.
Idziemy czerwonym szlakiem, mijamy po drodze strumyki. Grunt pod nogami jest bardzo podmokły. Zaczyna delikatnie padać deszcz a tego najbardziej się obawialiśmy. Nie ma nic gorszego jak deszcz, do tego co raz większa mgła. Momentami nic nie widać, jedynie słychać nadjeżdżających rowerzystów.

Sama trasa nie jest bardzo męcząca. Pod samą górę prowadzi szeroka, kamienista droga. Wejście na samy szczyt Gacioka, bo tak nazywana jest Szyndzielnia zajął nam troszkę dłużej niż zawsze. Powodem był ustawiony grill przy schronisku PTTK. Zapach kiełbasy z grilla unosił się z daleka. W górach mamy wyostrzone zmysły zapachu. Okazuje się, że w schronisku można zjeść nie tylko kiełbasę ale też gołąbki, naleśniki czy też oscypka z grilla. Dosłownie na chwilę wyszło słońce i momentalnie zrobiło się przyjemniej. Temperatura od razu podskoczyła. Idziemy dalej, mamy w planie zdobycie jeszcze Klimczoka, który jest dosłownie tuż za rogiem. Niestety nie mamy odpowiedniego obuwia. Okazuje się że śnieg zalega na szczycie Szyndzielni. Ślizgamy się w butach sportowych. Nikt z nas nie pomyślał, że jeszcze w maju będzie zalegała gruba warstwa śniegu w górach. Wiosna w 2021 roku nas nie rozpuszcza.

Wracamy tą samą drogą. Zrobiliśmy 15 km, zegarek pokazuje 23 tys. kroków, 64 przebyte piętra i spalonych 1444 kcal. Liczyliśmy na więcej ale niestety pogoda nas nie rozpieszczała.

Brak komentarzy

    Zostaw komentarz